0:00/ 0:00
Kazania

Syci

Syci

Kie­dy czło­wiek sta­je się syty? Gdy zada­je­my to pyta­nie napraw­dę nie cho­dzi nam chy­ba tyl­ko o pokarm i napój dla cia­ła, o samo napeł­nie­nie brzu­chów. Zna­my moral­ne wykro­cze­nie nazwa­ne nie­umiar­ko­wa­niem w jedze­niu i piciu, roz­po­zna­je­my nało­gi, któ­re powsta­ły z bra­ku umia­ru, obser­wu­je­my ule­ga­nie nad­mier­nej kon­sump­cji, obżar­stwo, opój­stwo, życie w cie­niu kul­tu­ry uży­cia. Dla­te­go, kie­dy zada­je­my pyta­nie o sytość czło­wie­ka, naj­czę­ściej gubi­my się w roz­wa­ża­niu bied­nych, głod­nych, żebrzą­cych lub o nie­na­sy­ce­niu, o cią­gle nowych pra­gnie­niach, aby wię­cej mieć, zjeść, wypić, użyć. A Pismo Świę­te — ta Dobra Wia­do­mość — prze­kie­ro­wu­je nas na zupeł­nie inny tok myśle­nia i roz­wią­zu­je tajem­ni­ce osią­ga­nia syto­ści.

Pro­rok Iza­jasz pyta w tym kon­tek­ście: Cze­mu wyda­je­cie pie­nią­dze na to, co nie jest chle­bem? I waszą pra­cę – na to, co nie nasy­ci? (Iz 55). O co cho­dzi pro­ro­ko­wi? Cho­dzi o to, że w swo­im życiu doświad­cza­my róż­ne­go rodza­ju gło­du. I nie moż­na pro­ble­mu gło­du odno­sić tyl­ko do cia­ła. A już zupeł­nie poważ­nym pro­ble­mem jest zaspo­ko­je­nie gło­du duszy. Ktoś widział gło­du­ją­cą duszę? To pew­nie trud­ne tak zoba­czyć. Ale czy ktoś widział czło­wie­ka zupeł­nie nie­szczę­śli­we­go, samot­ne­go, stra­pio­ne­go, zała­ma­ne­go? Jeśli tak, to zoba­czył gło­du­ją­cą duszę.

Każ­dy z nas został stwo­rzo­ny z wewnętrz­nym nasta­wie­niem na Boga. A tego pra­gnie­nia nie moż­na zaspo­ko­ić żad­nym innym dobrem świa­ta. Nasze dusze nie mogą po pro­stu żyć bez Boga, bez Jego wspar­cia sło­wem, Jego pocie­chy, ponie­waż wysy­cha­ją, cier­pią. I jeśli ktoś się nie modli, to natych­miast zaczy­na szwan­ko­wać mu to i tam­to. I w kon­se­kwen­cji bez poszu­ki­wa­nia, napeł­nie­nia się Bogiem ludzie ucie­ka­ją się do roz­wią­zań na skró­ty. Chcą nasyć swo­ją duszę czym­kol­wiek. A dia­beł? Dia­beł robi wszyst­ko, żeby zagłu­szyć w nas praw­dzi­wy głód Boga. Będzie pod­sy­łał „zapy­cha­cze”, „śmie­ci”, aby nas zająć, zago­nić, aby­śmy nie mie­li cza­su na dba­nie o to cze­go praw­dzi­wie potrze­bu­je nasza dusza. Stąd pyta­nie czy jakaś dusza wśród nas nie jest przy­pad­kiem zagło­dzo­na? Czy ktoś z nas nie włą­czył tej die­ty na zatra­ce­nie? Czy nie usy­cha z gło­du za Bogiem dusza kogoś z naszych bli­skich i zna­jo­mych?

Czło­wiek z zagło­dzo­ną duszą nie panu­je nad swo­im cia­łem. Łatwiej ule­ga poku­som, grze­szy. Co wię­cej, „zagło­dzo­ny” ducho­wo bywa smut­nym przy­pad­kiem roz­go­ry­cze­nia, bez­sil­no­ści, uprze­dzeń, apa­tii, nie­uf­no­ści, peł­ni lęków. Dla­te­go przy­by­wa­my dziś na Mszę, nie po to, aby Pan Jezus był zado­wo­lo­ny z nasze­go przy­by­cia, ale aby zaspo­ko­ić głód naj­waż­niej­szy, głód duszy u Nie­go. Naśla­du­je­my te tłu­my, któ­re zwie­dzia­ły się o Nim i z miast i wsi poszły za Nim. A on litu­je się nad nami i uzdra­wia naszych cho­rych i daje nam nakar­mić ducha. On jest Dobrym Paste­rzem i nas kar­mi, odży­wia i daje plan na następ­ny tydzień (por. Mt 14).

Bądź­my pew­ni, że nie będą nasy­ce­ni, czy­li pozo­sta­ną nie­szczę­śli­wi ci, któ­rzy nie ruszą ze swo­jej kry­jów­ki za Jezu­sem, czy ci któ­rzy pra­gną się tyl­ko boga­cić, zdo­by­wać wła­dzę dla wła­dzy. Zawsze pozo­sta­nie im uczu­cie nie­do­sy­tu i nie­zre­ali­zo­wa­nia. Ta samot­ność i ta goni­twa nie dają szczę­ścia. Bądź­my raczej pew­ni tego, że ani śmierć, ani życie, ani anio­ło­wie, ani Zwierzch­no­ści, ani rze­czy teraź­niej­sze, ani przy­szłe, ani Moce, ani co jest wyso­ko, ani co głę­bo­ko, ani jakie­kol­wiek inne stwo­rze­nie nie zdo­ła nas odłą­czyć od miło­ści Boga, któ­ra jest w Chry­stu­sie Jezu­sie, Panu naszym (Rz 8). Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​