0:00/ 0:00
Kazania

Znaki dla świata

Znaki dla świata

Świę­ty Seba­stian pocho­dził z Medio­la­nu. Żył w III wie­ku, stał się legio­ni­stą, a potem ofi­ce­rem w armii Cesar­stwa Rzym­skie­go. Doce­nio­ny przez zwierzch­ni­ków został dowód­cą oddzia­łu pre­to­ria­nów cesa­rza Dio­kle­cja­na. Seba­stian nie prak­ty­ko­wał obo­wiąz­ko­we­go w armii pogań­skie­go kul­tu, nie chciał bowiem grze­szyć i postę­po­wać wbrew wie­rze w Jed­ne­go Boga. Dla wie­lu Rzy­mian oka­zał się pro­fa­nem. Ich bowiem zwy­cza­je doty­czą­ce skła­da­nia ofiar bóstwom były boga­te i nowo nawró­co­ny nie brał w nich udzia­łu. Kie­dy rzecz się wyda­ła, zarzu­co­no Seba­stia­no­wi zdra­dę oby­cza­jów sta­nu. Pozo­stał zna­kiem dla świa­ta. Wg zarzą­dze­nia cesa­rza Dio­kle­cja­na legio­ni­stę chrze­ści­ja­ni­na poj­ma­no, wypro­wa­dzo­no na odkry­te pole, przy­wią­za­no do prę­gie­rza i strze­la­no do nie­go strza­ła­mi. Jak piszą wcze­sno­chrze­ści­jań­scy pisa­rze i kro­ni­ka­rze św. Seba­stian przy­po­mi­nał po egze­ku­cji jeża. Sam mimo ran nie wyzio­nął jed­nak ducha. Jesz­cze oddy­chał. Dobi­to go więc pał­ka­mi. A on był męż­ny do koń­ca. Tyle poda­nie.

Świę­te­go Seba­stia­na za swo­je­go patro­na obra­ły pomne jego poświę­ce­nia dla spraw naj­waż­niej­szych sta­ny rycer­skie oraz m.in. brac­twa obron­ne, w tym Euro­pej­ska Wspól­no­ta Strzel­ców Histo­rycz­nych (EGS). Dla­te­go i my, pra­sta­re Kra­kow­skie Brac­two Kur­ko­we przy­by­wa­my uczcić świę­te­go Seba­stia­na w kró­lew­skiej kate­drze na Wawe­lu. Będą dzi­siaj paso­wa­ni nowi człon­ko­wie kra­kow­skie­go Brac­twa po to, aby męż­nie i na wzór Patro­na swo­ją wia­rę wyzna­wa­li, według niej żyli i swo­ich prze­ko­nań do koń­ca bro­ni­li. Ubie­ra­nie kon­tu­szu, udział w uro­czy­sto­ściach, czę­ste zbiór­ki cha­ry­ta­tyw­ne nie koń­czą bowiem zadań bra­ta kur­ko­we­go. Bra­cia są zna­kiem dla świa­ta, a brac­two chrze­ści­jań­skie to nie tyl­ko eli­tar­ny klub o tra­dy­cyj­nych korze­niach. To zmia­na postrze­ga­nia życia.

Związ­ki bractw obron­nych poświę­ca­ją swój czas nie dla upodo­ba­nia pierw­szych sze­re­gów i sła­wy, ale dla roz­wią­zy­wa­nia po chrze­ści­jań­sku naj­róż­niej­szych pro­ble­mów ludz­kich i spo­łecz­nych. Wszę­dzie tam, gdzie strzel­cy mają moż­li­wość nie­sie­nia pomo­cy są goto­wi do jej udzie­le­nia. Domy senio­ra, domy dziec­ka, ubo­dzy, stud­nie w Trze­cim Świe­cie, tro­ska o misje chrze­ści­jań­skie, pomoc na obsza­rach dotknię­tych kata­stro­fa­mi to róż­ne zada­nia, w któ­rych już poma­ga­ją strzel­cy w całej Euro­pie. Nie robią tego tyl­ko łożąc pie­nią­dze, ale anga­żu­jąc się bez­po­śred­nio w takie dzia­ła­nia. Naśla­du­ją w aktyw­no­ści św. Seba­stia­na i nara­ża­ją się nie­jed­no­krot­nie nawet wśród zna­jo­mych na wyty­ka­nie: czy ty nie jesteś za świę­ty, czy nie nazbyt pryn­cy­pial­ny?

Nie­mniej jed­nak w brac­twie nie tak cho­dzi o war­to­ści mate­rial­ne, ale o dzie­le­nie się nimi, nie tak cho­dzi o wspól­ne zdję­cia, ale naj­bar­dziej o pra­cę dla bogac­twa nie­wi­dzial­ne­go. To wynik prze­ży­wa­nej z wia­rą dro­gi Ewan­ge­lii. Dzi­siej­sza pery­ko­pa — frag­ment Pisma — nie­sły­cha­nie nam poma­ga w zro­zu­mie­niu naszej roli jako zna­ków dla świa­ta, nie­rzad­ko bez­i­mien­nych ofia­ro­daw­ców, poma­ga­ją­cych bez nagro­dy, bra­ci miło­sier­nych bez mia­ry. Usły­sze­li­śmy sło­wo: I przy­szli do Nie­go z para­li­ty­kiem, któ­re­go nio­sło czte­rech. Nie mogąc z powo­du tłu­mu przy­nieść go do Nie­go, odkry­li dach nad miej­scem, gdzie Jezus się znaj­do­wał, i przez otwór spu­ści­li nosze, na któ­rych leżał para­li­tyk. Jezus, widząc ich wia­rę, rzekł do para­li­ty­ka: „Dziec­ko, odpusz­czo­ne są two­je grze­chy” (Mk 2). I tak doko­nał się cud, kie­dy owych czte­rech dzia­ła­ło wspól­nie, ofiar­nie. Oni zdą­ża­li do Jezu­sa Chry­stu­sa pomi­mo prze­ci­wieństw, blo­ku­ją­ce­go cie­kaw­skie­go tłu­mu czy dachu, któ­ry trze­ba było roze­brać. Jezus widząc ich roz­czu­la się, roz­grze­sza i poma­ga, uzdra­wia tego pią­te­go, potrze­bu­ją­ce­go zdro­wia. To sce­na do naśla­do­wa­nia i do prze­pra­co­wa­nia w naszym bra­ter­skim krę­gu. Cho­dzi w naszym brac­twie o dosłow­ne nie­sie­nie pomo­cy, o poświę­ca­nie się, a nie o jakieś marze­nia i teo­re­tycz­ne sta­ra­nia.

Z ankie­ty prze­pro­wa­dzo­nej przez p. Annę Gon­dek w 2003 do pra­cy magi­ster­skiej doty­czą­cej nasze­go brac­twa, a napi­sa­nej na Aka­de­mii Gór­ni­czo-Hut­ni­czej wyni­ka cie­ka­we spo­strze­że­nie. Otóż sami bra­cia mówią, że nie­prze­cięt­ność jest wła­ści­wą cechą Brac­twa Kur­ko­we­go. Brat Kur­ko­wy „musi coś w swo­im życiu osią­gnąć, coś sobą repre­zen­to­wać, być w pew­nej dzie­dzi­nie widocz­ny”, „cho­dzi o to, aby o każ­dym z Bra­ci Kur­ko­wych, moż­na kie­dyś napi­sać książ­kę”. To tyl­ko nie­któ­re z waszych wypo­wie­dzi. Jeśli ambi­cje nas ota­cza­ją w duchu chrze­ści­jań­skim to bar­dzo dobrze. Zwa­rzyć trze­ba naj­pierw jed­nak nie tak na aspi­ra­cje, lecz na czy­ny, na kon­kret­ne śla­dy, któ­re zosta­wia­my po sobie. Nie cho­dzi nawet o meda­le ze szla­chet­ne­go krusz­cu, ale o odmie­nio­ne chrze­ści­jań­stwem życio­ry­sy.

Spy­taj­my dla­te­go czy nasze śla­dy są chrze­ści­jań­skie, bez­in­te­re­sow­ne, peł­ne wia­ry, czy mają one na co dzień coś wspól­ne­go z odda­niem, ofia­rą i wzo­rem Patro­na? Jeśli nie, to szyb­ko trze­ba się nawró­cić na ścież­ki Ewan­ge­lii. Jeśli jed­nak tak, jeśli męż­nie wypeł­nia­my testa­ment nasze­go chrze­ści­jań­skie­go bra­ter­stwa i jeste­śmy ofiar­ni i wier­ni to bądź­my spo­koj­ni o losy tra­dy­cji kra­kow­skie­go Brac­twa. Dla­te­go wspól­nie pro­si­my na tej Eucha­ry­stii: Boże, udzie­laj nam ducha męstwa, aby­śmy za przy­kła­dem świę­te­go Seba­stia­na, męczen­ni­ka, słu­cha­li wię­cej Cie­bie niż ludzi. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​
Kaza­nie wygło­szo­ne w Świę­to Patro­nal­ne Brac­twa Kur­ko­we­go na św. Seba­stia­na w kate­drze na Wawe­lu